W hołdzie dla paranoi

W tym tygodniu odszedł kolejny z wielkich twórców rewolucji cyfrowej. Andy Grove przez lata współtworzył i zarządzał jedną z najbardziej innowacyjnych firm na świecie – firmą która stała się niemalże synonimem słowa „procesor”. Mowa oczywiście o Intelu. Mało kto jednak pamięta, że firma ta swój pierwszy wielki sukces zawdzięczała produkcji kości pamięci, a jeszcze mniej osób zdaje sobie sprawę z tego jak blisko upadku znalazł się Intel, kiedy przegapił japońską konkurencję na zdominowanym przez siebie rynku.

Punkt przełomowy pojawia się w życiu każdej firmy. To punkt który albo jest początkiem końca, albo pozwala wprowadzić firmę na zupełnie nowe wody. Tak było w przypadku Intela.  Otóż początkowo poboczną działalnością tej firmy był rynek specjalistycznych układów scalonych produkowanych w niewielkich ilościach, na zamówienie konkretnych klientów, którzy na ogół otrzymywali prawa własności do tych układów.

Tak też było z układem o wdzięcznej nazwie 4004. Opracował i produkował go Intel ale wszelkie prawa do tego układu należały do firmy Busicom – producenta kalkulatorów. Kiedy jednak firma ta wpadła w kłopoty finansowe, Intel udzielił jej rabatu na wytwarzane mikroprocesory w zamian za prawo sprzedawania 4004 innym swoim klientom. Kiedy w roku 1984 jasnym już było, że konkurencja cenowa z firmami japońskimi jest pojedynkiem którego wygrać nie sposób, Andy Grove po konsultacji z jednym z dwóch współzałożycieli firmy – Gordonem Moorem – podjął decyzję o wyjściu z rynku pamięci i skoncentrowanie się na produkcji mikroprocesorów a ukłąd 4004 stał się kluczem do odniesienia jeszcze większego sukcesu w nowej dziedzinie.

W 1996 roku Andy Grove wydał książkę zatytułowaną „Only the paranoid survive” . Tylko paranoicy przetrwają. Przyznał w niej, że w swojej karierze zarządzającego paranoja towarzyszyła mu na każdym kroku. Bał się tego, że może zostać oszukanym, że jego produkty zostaną wprowadzone na rynek przedwcześnie, że fabryki zawalą swoją pracę, że nie uda mu się zatrudnić właściwych ludzi. Ale najbardziej bał się tego, że przegapi moment kiedy jego firma znajdzie się w przełomowym dla siebie momencie i nie podejmie właściwej decyzji. Zdarzyło się to w historii tysiącom których nazwy, niegdyś wywołujące euforię rynków kapitałowych, teraz służą jedynie za przykład utraconych możliwości.

Grove podjął decyzję oznaczającą wyjście z rynku kości pamięci – w dalszym ciągu przynoszącego olbrzymie przychody, pociągającą za sobą masowe zwolnienia, wymianę znacznej części personelu i zainwestowanie wszystkich środków w produkt, którego błyskotliwa kariera nie była jeszcze w owym czasie niczym oczywistym. Zrobił to bo zdawał sobie sprawę, że inne rozwiązanie, być może pozwalające na kontynuację dotychczasowej działalności jeszcze przez szereg kolejnych lat, skończy się jednak nieuchronną katastrofą. Jak bowiem pisał w swojej książce dwadzieścia lat temu „Żyjemy w wieku, w którym zmiany technologiczne pulsują z coraz większą prędkością, powodując fale rozchodzące się po wszystkich dziedzinach życia gospodarczego. To przyspieszenie będzie dotyczyć nas wszystkich niezależnie od tego co robimy. To przyspieszenie sprawi, że na rynku pojawi się nowy rodzaj konkurencji, pochodzącej z obszarów o których nikt wcześniej nie myślał i proponującej zupełnie nowe podejście do biznesu.”

Prawda, że trudno o lepszy opis tego co proponują dzisiaj firmy takie jak Uber czy Airbnb ?

 

 

 

 

Ireneusz Piecuch
Ireneusz Piecuch