Mechanik samochodowy to zwykle amator

Mechanik samochodowy zabiera się za twoje auto – uważaj!

Mechanik też człowiek – popełnia błędy, tylko dlaczego my za nie płacimy?

Swój pierwszy samochód kupiłem chyba 12 lat temu.
Opel Corsa A 1.3 69 KM jeszcze na gaźniku z LPG 1 generacji, w kolorze coś między białym a rdzą wszędzie.
Jako biedny student który nie ma nawet na paliwo chcąc nie chcąc musiałem wszystkie naprawy wykonywać sam.
Po paru latach i zmieniając auta na lepsze, nowsze, bardziej zaawansowane technicznie wdrażałem się w kolejne etapy „wtajemniczenia”.
Od najprostszych jak wymiana płynów i części eksploatacyjnych z biegiem lat doszedłem do wymiany całego silnika i skrzyni biegów w Renault Megane – swoja drogą najgorsze moje auto jakie miałem, na forum Megane można znaleźć opis naprawy absolutnie wszystkiego ze zdjęciami, czasem filmami, w tym aucie psuło się każdemu absolutnie wszystko.
Z biegiem lat moja zamożność wzrastała i zacząłem korzystać z usług warsztatów samochodowych. Zacząłem odkrywać, że trzeba na nich uważać, mało jest takich co robią dobrze, a ostatnio zauważam, że robią się coraz gorsi. Nie wiem z czego to wynika, może najlepsi wyjechali na zachód? Tego nie wiem.

W 2016 roku mam problemy z płynem chłodniczym i olejem. Obydwu płynów ubywa. W zbiorniczku wyrównawczym są bąbelki. Diagnoza mechanika jest bardzo szybka – nawet nic nie sprawdzał – padła uszczelka pod głowicą.
Mechanik po zdjęciu głowicy zauważa, że jest przeciek na Turbo. Okazuje się, że moje Turbo jest chłodzone nie tylko olejem ale i wodą.
Po oddaniu jej do specjalistycznego zakładu serwis mnie informuję, że Turbina padała i była nieszczelna, gubiła olej i spaliny dostawały się do układu chłodzenia jakąś nieszczelnością czy pęknięciem. Nie potrzebnie ściągano cała głowicę. Remont kosztował mnie 4500zł, gdzie samo Turbo 1500zł.

W 2017r. wymieniłem wszystkie zaciski hamulcowe z tarczami i klockami w aucie u niby renomowanego mechanika, który specjalizuje się w Volkswagenie (wrócę do tego).

Inna awaria. W trasie (początek września 2017) padła mi klimatyzacja, załącza się i po chwili wyłącza, nie działa. Jadę do serwisu na diagnozę. Trzeba się umawiać – po tygodniu jadę na termin. Mechanik zagląda w komputer i nic ciekawego nie znajduje, wymienia jakiś czujnik ale to nie to, dalej nie działa. Montuje z powrotem stary czujnik od ciśnienia. Sprawdza, że czynnik jest. Po 1,5 godzinie stwierdza, że nie wie co to i każe mi płacić za tą diagnozę. Nie wiem za co mam płacić bo klima jak nie działała tak nie działa. Trochę się kłócę ale koniec końców płacę. Już tam na serwis klimatyzacji do tego mechanika nie przyjadę. Sezon się kończy więc postanawiam zaczekać z naprawą do wiosny.

Chwilę potem jadę do niby renomowanego gazownika polecanego na forum. Do wymiany jest już leciwy parownik. Auto zostawiam, po paru godzinach dostaje telefon, że komputer też jest do wymiany. Na miejscu mechanik magik coś tam pokazuje.
Trochę się na tym znam, bo komputer od LPG sam potrafię zaprogramować. Nie jest to trudne i wymaga parę razy się przejechać (nie jest możliwe dokładne wysterowanie komputera LPG w garażu, program zawsze wymaga paru poprawek potem, dlatego sam musiałem się tego nauczyć, bo nikt nie robi prób drogowych).
Akurat tu mu przyznaję racje. Po odebraniu auta widzę, że temperatura cieczy chłodzącej jest w okolicach 120 stopni. Zaglądam pod maskę i widzę płyn porozlewany. Od razu się pytam co to jest. Okazuje się, że ten zawodowy mechanik rozgrzewa silnik bo tak go ktoś nauczył. Robi to wciskając gaz do dechy do odcięcia i czeka aż się włączą wentylatory. A te się nie włączyły i płyn się zagotował i wystrzelił przez korek. A, że mechanik temperatury nie obserwował ? Po co czekał aż, temp. dojdzie do czerwonego pola? nie wystarczyło dojść do 90-ciu stopni która jest w tym modelu idealna? Jak było 100 też mu było mało? A silnik rok temu miał remont, nie chciał bym znów wymieniać uszczelki pod głowicą.
Mechanik umywa ręce, mówi, że moja wina. Zacząłem sprawdzać czemu się nie włączyły. Spiąłem na krótko (zajęło mi to może 3 minuty) – jest ok. Mierze przełącznik Multimetrem, niby ok. Ale prądu tam nie ma. Skrzynka bezpieczników jest ok. Szukam trochę w Google i po 10 minutach znajduje informację, że jest jeszcze jeden bezpiecznik przy akumulatorze. Spalony, wymiana zajmuje mi 60 sekund, z czego 40 szukałem zapasowego w bagażniku.
Okazuje się, że klimatyzacja zaczęła działać. Ot, komputer wykrywał nie włączający się wentylator i rozłączał sprężarkę. Zapłaciłem za diagnozę klimatyzacji (która mi nie pomogła) chyba 100zł przez to, że jakiś bezpiecznik wart 10 groszy się przepalił i jeszcze sam musiałem go wymienić. Czy serwisant nie mógł sprawdzić tego? przecież takie rzeczy się zdarzają jak przepalony bezpiecznik a on nie szukał tam – byłem przy nim cały czas.

Mam sportowe auto z wielką chłodnicą. Dostosowane do agresywnej jazdy. Temperatura w tym modelu nigdy nie przekracza 90-sciu stopni podczas moje użytkowania. Nie ważne czy jadę szybko po górskich bezdrożach czy autostradzie 200/h Nigdy nie widziałem, aby temperatura była wyższa niż 90-stopni, więc brak załączających się wentylatorów jakoś nie zauważam. Do czasu aż nie jechałem w trasie gdzie skorzystałem z klimatyzacji (nie używam jej w mieście – szyber dach jest dla mnie wystarczająco skuteczny na krótkie trasy.

2 tygodnie temu jadę autem po autostradzie. Trasa Monachium – Norymberga. Czuję nieprzyjemny zapach spalenizny. Szybko zdiagnozowałem zacisk hamulca który się zakleszczył i nie odbija. Mało tego, tarcza przy dużej prędkości około 200/h dostała takiej temperatury i naprężeń, że urwała się śrubka centrująca tarcze, że nie wspomnę, że cała tarcza jest zniekształcona. A była wymieniana 2 lata temu

Przecież zaciski wymieniałem w ubiegłym roku – albo dostałem no-name zamienniki albo źle zregenerowane. A zastrzegałem, że chce oryginały i za takie zapłaciłem. Już się nauczyłem, że zamienniki są droższe od oryginałów. Trzeba je częściej zmieniać i są po prostu gorsze. To tak jak by kupić Chińskie Opony – też się da jechać, ale każdy zauważy gorsze właściwości.

Partaczenie mechanika naraziło mnie na koszty. Sam wymieniłem feralny zacisk co mi zajęło może pół godziny. Tarcza odpada po odkręceniu koła przez urwaną śrubkę centrującą. Kłopot tu taki, że gwint siedzi w środku i muszę chyba rozwiercić i nagwintować albo kupić nowy element. Kolejne koszty.

Inny mechanik raz do mnie dzwoni bo nie mógł znaleźć jakiegoś narzędzia. Znalazł się pod moją maską na wlewie płynu hamulcowego – taka zaślepka, przyznam, że nie wiem do czego to służyło, a mój korek leżał u nich. Dobrze, że nie zostawili otwartego pojemniczka.

Kolejny raz się okazuję, że jak chce się zrobić coś dobrze to trzeba to zrobić samemu. Albo jechać do ASO (gdzie też się zdarza coś im zepsuć).

Nastawała zima i chciałem sobie wymienić opony (koniec listopada). Po ostatnich przygodach Jako, że mam zimówki na felgach sam postanawiam je zmienić. Serwis który zakładał mi letnie tak przykręcił – pewnie pneumatem – śruby, że nie daje rady ich odkręcić. A co jak bym musiał w trasie zmienić oponę? Zastanawiam się po co wożę dojazdówkę? I tak nie dał bym rady jej wymienić.
Urywam klucz, drugi też. Po kombinowanym trzecim kluczu i tez jego złamaniu się poddaje. Jadę do serwisu – tym razem innego. Znów mechanicy. Śruby są tak zabite, że trzech serwisantów musiało kręcić przedłużany do 1,5m wajchę na kluczu bo nie można było odkręcić. Ale dali rade i nawet im się udało nie urwać śrub. Oglądam ich przez szybę w poczekalni i widzę, że zakręcają śruby kluczem ręcznie a nie pneumatem. Uh, wreszcie jakiś lepszy serwis. Mało takich już jest.

Niestety, tu wymienione, to tylko moje ostatnie przygody. Takich rzeczy jest więcej. Mógłbym wymieniać takie historie przez dłuższy czas. Ale sami się zastanówcie jak często byliście niezadowoleni z ich pracy. Mechanicy to niestety często domorośli amatorzy.

Zauważam, że ceny usług mechaników od jakiegoś czasu szybko rosną. Niestety ale jakość spada. A terminy przyjęć się wydłużają.

Dobrych mechaników jest niestety coraz mniej. Może m.in. dlatego na zachodzie ludzie kupują nowe auta w leasingu? Jeżdżą tylko do ASO na gwarancji. BO wiedzą, że zwykli mechanicy to teraz tylko klocki hamulcowe i oleje potrafią wymieniać.

W Niemczech np oferty są takie, że za 100 euro miesięcznie można jeździć nowym autem z wkładem własnym na poziomie 1000 euro – znajomy za takie pieniądze odebrał Seata Ibizę z silnikiem 1.2 w prawie podstawie z klimatyzacją. A jeszcze w tym jest ubezpieczenie. Rata kończąca jest duża wtedy ale ludzie na to nie patrzą. Oddają auto i biorą kolejne nowe. Przy 2 osobach pracujących taka rata to nic. I nie bawią się z mechanikami.

Jest to forma po prostu długoterminowego wynajmu. Takich ofert u nas w Polsce brak. Albo takich nie widziałem. U nas w ratach spłaca się auto w całości przez co raty są droższe. Może za parę lat w Polsce też oferta Leasingu się powiększy. Chętnie z takiej skorzystam. Stare auta nie są złe, o ile jest gdzie je naprawiać. Przy spadku ilości i jakości mechaników – zaczyna się opłacać brać nowe auto. A wtedy ci wszyscy partacze w ogóle nie będą mieli pracy bo nikt do nich już nie przyjedzie nowym autem z gwarancją.

Dobra zmiana zdecydowanie omija mechaników. I usługi leasingu.

Marcin Maj